Recenzja – Iza Iprzeciw – Scalenie

Rapowe katharsis

Na polskiej scenie jest niewiele raperek, które przebiły się do szerszego grona odbiorców. Tak naprawdę można policzyć je na palcach dwóch dłoni. Szczerze powiedziawszy, raperki nie mają łatwo na rynku zdominowanym przez mężczyzn i potrzeba wiele samozaparcia, pomysłu i charakteru. Na horyzoncie pojawiła się nowa zawodniczka, która w dobie lekkich, wręcz dyskotekowych nut postanowiła pokazać, jak brzmi rap, gdzie ważna jest treść. Szczególnie gdy muzykę traktuje się jako rodzaj autoterapii.

Scalenie to tytuł pierwszego albumu raperki, na którym znajdziemy 11 utworów, na których jak sama mówi „scala różne brzmienia, emocje i style”. Iza Iprzeciw postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i wypuściła album za pomocą własnego wydawnictwa „Czarne Ovvce”. Plan jest prosty – szturmem wbić się na scenę. Predyspozycje są, ale zadanie nie będzie łatwe, choć uporu Izie nie brakuje.
Rap, który prezentuje Iza Iprzeciw, jest bardzo treściwy, przemyślany, przesiąknięty filozoficznymi rozważaniami. Choć raperka mówi o „scalaniu” różnych emocji, to jednak głównie możemy usłyszeć ból, naprawdę dużo bólu. W większości utworów już w pierwszych wersach mowa o smutku, czarnych myślach, ranach.

Można odnieść wrażenie, że Iza cierpi na Weltschmerz, teksty są bardzo depresyjne, a płyta jest bardzo smutna. Dobrze, że to tylko wrażenie, a nie rzeczywistość. Iza Iprzeciw ewidentnie traktuje muzykę jako rodzaj autoterapii, a spisane i wyrapowane teksty to istne oczyszczenie. „Scalenie” to zbiór przemyśleń i poukładanie pewnych spraw w głowie. Album to podróż, w której poznajemy raperkę. Od momentu „wyrzygania” emocji, do drogi w poszukiwaniu szczęścia z nadzieją na lepsze jutro. „Scalenie” to wentyl bezpieczeństwa, ucieczka w świat liter. Wszystko osadzone w kanwie klasycznego rapu, bez zbędnych udziwnień – czysta treść.

Mimo tematów i charakteru tekstów płyta nie jest ciężka w odbiorze, nie zostajemy przyduszeni ciężką atmosferą i nie wprawia nas w przygnębienie. Z pewnością spory wpływ ma na to muzyka, która tonuje całość. Odnajdziemy tu istną sinusoidę bitów, od oldschoolowych brzmień, przez trapowe klimaty, na drillu kończąc. Różnorodność dźwięków stanowi mocny kontrast do jednorodnej tematyki, dzięki czemu Iza utrzymała idealny balans. Pomimo różnych klimatów, można śmiało stwierdzić, że płyta przypadnie do gustu fanom klasycznego rapu, bo większość bitów utrzymano w surowych ramach.

Przed przesłuchaniem „Scalenia” postanowiłem sprawdzić wcześniejszą twórczość raperki. Iza miała problem z rytmiką, czasem gubiła się w bicie. Na szczęście zaliczyła spory progres i pierwszy album jest naprawdę dopracowany pod każdym względem. Kolejność utworów stanowi logiczną historię, tworząc tym samym spójny łańcuszek przyczynowo-skutkowy.

Raperki mają w zwyczaju podkreślać swoją kobiecość, jakby miało to być wyróżnikiem. Wielu słuchaczom może to przeszkadzać. Iza Iprzeciw jednak w żaden sposób nie podkreśla swojej kobiecości, sprawiając, że album jest bardzo uniwersalny. Zawarte w nim treści będą zrozumiałe dla każdego słuchacza. „Scalenie” to dobra propozycja dla tych, którzy lubią rap z treścią, a zarazem chcą poznać kobiecy rap w nieco innym wydaniu.

Ocena w skali Dykty 4/5

Rating: 4 out of 5.

One thought on “Recenzja – Iza Iprzeciw – Scalenie”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.