Recenzja #11 – Paluch / Chris Carson – Made in Heaven

pcc

WYKONANE W NIEBIE

 

Mieliśmy Niebo w 2012 roku, a więc czas na „niebiański efekt pracy” czyli album Made In Heaven autorstwa Palucha i Chrisa Carsona. Po „Milion Dróg Do Śmierci” z Kalim oraz „Lepszego Życia Diler” wydanych w 2013 spodziewałem się raczej dłuższej przerwy z wydawaniem płyt. Paluch jednak kolejny raz udowadnia jak płodnym jest raperem i wbija z zupełnie nową produkcją.

To Made In Heaven znów zapraszam was do nieba, już na stałe tam siedzę to moja prywatna meta

 

Człowieka który od 2009 roku wydał 7 albumów przedstawiać nie trzeba, ale kim jest Chris Carson ? Otóż jest on młodym utalentowanym producentem mieszkającym na stale w Brukseli. Razem z Paluchem zdecydowali wydać coś wspólnie i efektem tej pracy jest Made In Heaven.

 

Bity wyprodukowane przez Chrisa Carsona nadają płycie specyficznego klimatu, jak zwykle u Palucha na płycie syntetycznie, również spokojnie i z klasą. Młody producent dostarczył raperowi różne bity, z tych mocniejszych doskonale prezentuje się produkcja pod „RIP(Rap i pieniądze)”

lecz to te spokojniejsze z takich tracków jak „Magma” czy też „Daleko Stąd” zapętlają się ciągle w głowie.

 

Jak zwykle Paluch faszeruje nas niebanalną dawką szczerych tekstów. Moim zdaniem do najlepszych na tej płycie należy bardzo refleksyjny, spokojny tekst do numeru „Mam skrzydła

Osiedlowy rap w połączeniu ze śpiewanymi refrenami tworzą bombę bezkompromisowej liryki do której poznański raper zdążył przyzwyczaić.

 

Mimo że w jego flow nie doszło do żadnych zmian powinien zainteresować każdego. Śpiewane refreny, przyśpieszenia czy też wolna nawijka to rzeczy które w Paluchu uwielbia szerokie grono słuchaczy. Zawsze każdemu polecam płyty tego artysty. Jego muzyka potrafi rozbujać każdą imprezę oraz idealnie pasuje na te spokojniejsze dni.

 

PCC gości na swojej płycie średnią liczbę osób, są to : DJ Taek, Białas, Tomb, Quebonafide, Tau, Kali oraz Kękę. Zdecydowanie każdy z nich solidnie się zaprezentował.

 

Mimo wielkich plusów album jednak nie przebił się do jądra zachwytu, być może spowodowane jest to tak częstym pojawianiem się nowych płyt Palucha na rynku, co wiąże się również z mało widocznym progresem. Paluch po prostu przyzwyczaił. Wielu bardziej wymagającym słuchaczom raczej się to nie podoba.

 

Oceniam płytę na 3,5/5 w skali dykty i gorąco polecam nawet tym którzy mają dość Palucha na jakiś czas.

 

Napisał Red. Sebastian K. aka. Bakuś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *