Recenzja – Planet ANM – Flashback

Powietrze gęste od emocji

Mimo tego, że kalendarz wskazuje początek września, aura za oknem nie rozpieszcza. Pogoda momentami bardziej przypomina listopad, niż piękną złotą jesień. Przez to po wakacyjnym okresie dosyć szybko przeszliśmy w klimatyczne, chłodne wieczory przy akompaniamencie deszczu uderzającego o parapet. Wiele osób ma swoje patenty na spędzanie czasu, gdy za oknem jesienna depresja – serial, film, książka, muzyka. Nie wszyscy byli przygotowani na tak rychłą zmianę i nie do końca wiedzą co teraz ze sobą zrobić. Tym osobom być może pomoże Planet ANM ze swoim najnowszym wydawnictwem „Flashback”

Nie bez powodu przywołuje ten malowniczy opis jesiennych wieczorów, gdyż moim zdaniem to najlepsze „tło” dla nowej płyty Planet ANM’a. „Flashback” to piętnaście (w wersji sklepowej) utworów wydanych po 3 latach od premiery „Universum”. Skąd taka przerwa? Odpowiedź znajdziemy już na początku odsłuchiwania albumu w utworze „Czekaj niech leci”. Jeśli ktoś wcześniej spotkał się z twórczością Planeta jest świadom tego, że raper nie bawi się w eufemizmy, a wręcz bezwstydnie obnaża się ze swoich myśli i emocji. Widać było to już na poprzednich projektach jak np. „Pas Oriona”, po którym przypięła się do niego łata smutnego rapera. Na „Universum” było już nieco weselej, nie zmieniła się emocjonalność płyty, co jest wielkim atutem twórczości Planeta. „Flashback” jest kolejnym emocjonalnym pociskiem, którym bombarduje swoich słuchaczy.

Mimo 3 letniej przerwy Planet nie wyszedł z formy i oddaje nam w ręce solidny i dobry album naszpikowany mocną i szczerą treścią. Raper bezkompromisowo rozlicza się z przeszłością odsłaniając siebie w linijkach. Przesłuchując płytę, szczególnie w warunkach opisanych wcześniej, robi się wręcz duszno od emocji zawartych na „Flashback”. Zresztą trudno, aby tak nie było gdy Planet ANM kieruje list do swojej córki, czy pisze „epitafium” w utworze „Zdjęcie za szkłem”.

Atmosfera panująca na albumie jest niesamowita. Słuchacz wręcz wchodzi w świat Planeta, po którym raper go oprowadza. Kojarzycie motyw Barmana wysłuchującego zza lady historii życia klientów? Odpalając ten krążek stajecie się tym barmanem. Raper porusza tematy swojej rodziny, problemów z samym sobą, przeżyć z przeszłości oraz niejednokrotnie nawiązuje do Boga. Przy tym wszystkim jest autentyczny, co słychać w jego głosie poprzez energie i intonacje.

Błędem byłoby myśleć, że to kolejna smutna płyta, na których słychać „bity z pianinem”. Album ma moc co słychać w muzyce idealnie dopasowanej do emocji. Gdy Planet jest wkur*iony bity są energicznie, żywsze z większym powerem. Kiedy raper opowiada refleksyjne i spokojne historie, bity odpowiednio zwalniają. To wszystko nadaje ogromny dynamizm sprawiając, że słuchacz jeszcze bardziej odczuwa wszelkie emocje zawarte na tym albumie. Mimo tego, że uważałem Eljota za idealne dopasowanie do stylu Planeta, nie odczuwam za minus tego, że to nie on w całości wyprodukował płytę. Na krążku znajdziemy różnych producentów, jednak dobór produkcji to strzał w dziesiątkę. W utworach słychać, że Planet ANM czuł tą muzykę, która przeszywała go całego.

„Flashback” to swoisty pamiętnik. Płyta, której celem jest rozliczenie się z przeszłością i sposób aby odpowiedzieć na pytanie „Gdzie byłeś Planet?”. Moim zdaniem ten album pretenduje do jednej z najciekawszych propozycji tej jesieni, emocjonalizm płyty i jej klimat niejednemu umili chłodny wieczór. Więc jeśli do premiery waszego serialu został jeszcze jakiś czas a za oknem mrok, chłód i deszcz, to polecam założyć słuchawki, zamknąć oczy i wsłuchać się w ten album. Jednak otwórzcie przy tym okno, gdyż powietrze zrobi się naprawdę gęste.

Ocena w skali Dykty 4,5 / 5

Dodaj komentarz