Recenzja – Guova – Headliner

W Guovie się nie mieści!

To, że Guova – raperka pochodząca z WŁODAWY pracuje nad albumem było wiadome od dawna.  Jednak informacja, że zostanie wydana przez Sony Music Polska trafiła nas jak grom z jasnego nieba i zaskoczyła. Nie chodzi o to, że to było nieprawdopodobne, lecz niespodziewane. Czekałem od dawna na długogrający krążek od Guovy, lecz ciągle jedynie ostrzono mi apetyt i drażniono małymi kąskami w postaci EP – Jestem kotem i Sezon na Trueskawki. Sama Guova od czasu premiery swojego debiutanckiego krążka „Śmietnik” przeszła wielka metamorfozę i najzwyczajniej w świecie dojrzała muzycznie. Z młodej Oli stała się Aleksandrą, co wyraźnie słychać na jej najnowszym albumie zatytułowanym Headliner.

Na albumie znajdziemy 15 premierowych utworów, czyli wystarczającą liczbę by próbować zaspokoić mój słuchowy głód, jednak czy album jest w stanie nasycić zgłodniałych? To zależy kto na co ma smak. Tym co uderza w dojrzałej muzycznie Guovie to energia i emocje w głosie, które przeszywają słuchacza od samego początku oraz brak bojaźni przed bawieniem się refrenami i głosem w nich. Jedynie co może mierzić to ilość efektów nałożonych na wokal podczas tych sekwencji. Piszę to, bo bardzo chciałbym usłyszeć ten głos bez filtrów, gdyż wyczuwam w nim ogromny potencjał! Rozumiem jednak tę konwencję i dlaczego to tak wygląda, ale Olu, spróbuj kiedyś zrobić refren bez syntetycznych dodatków, bo to może dać radę.

Tematycznie Headliner to ogromny przeplot refleksyjnych, osobistych, otwartych szczerych tekstów wraz z skocznymi, luźnymi, ruszającymi bangerami. Którą stronę albumu wole? Osobiście tą pierwszą, co nie oznacza, że ta druga jest gorsza. O! co to to nie. Skoczny i wręcz mało hip hopowy „Popstar” to jeden z kilku najlepszych utworów na płycie. Istny majstersztyk w moim uznaniu to „Dobrzy, źli, prawie źli”, który mógłby być definicją dojrzałości tego albumu. Spotkamy tu szczery i refleksyjny tekst, zarapowany bardzo emocjonalnie wraz z śpiewanym refrenem odchodzącym od rapowych standardów. Swoją drogą refreny to naprawdę mocna strona tego albumu, czy to w wykonaniu Guovy, czy Masi Wydaje mi się, że ten album to najlepsza produkcja, która wyszła spod ręki raperki i w „guovie” się nie mieści jaki progres osiągnęła ta młoda dziewczyna w kilka lat od premiery swojego „źle wspominanego” debiutu.

źródło: https://www.instagram.com/gguova/
źródło: https://www.instagram.com/gguova/

Śmiało możemy powiedzieć, że Guova wie czego chce i umie do tego dążyć. Mam też szczerą nadzieje, że krążek wydany w Sony Music Polska otworzy jej drzwi większej kariery i rozpoznawalności, do której konsekwentnie dążyła tworząc swój charakterystyczny i autentyczny wizerunek.

Muzyka przyświecająca wokalom jest bardzo nowoczesna, zgodna  panującymi aktualnie trendami. Od syntetycznych uderzeń, po spokojne, pozwalające nam odpłynąć myślami w siną dal rytmami. Wszystko odpowiednio skomponowane tak, że ta płyta jest naprawdę Headlinerem. Nie mogą też nam też umknąć goście VNM, 2sty i wspomniana wcześniej Masia, którzy dopełniają album. Jednakże nie wiem czy ich brak byłby dla mnie bardzo odczuwalny, no poza Masią, gdyż ten refren jest mistrzowski.

Reasumując – Ola stała się Aleksandrą i słychać to wyraźnie na tym albumie, który jest warty uwagi. Celowo też nie wspomniałem w tej recenzji o podziale na damski i męski rap, gdyż tym co zrobiła tu Guova pokazała, że rap nie odróżnia płci a umiejętności, styl i technikę. Jestem też świadom, że nie wszystkim krążek przypasuje – jednak nie można odmówić Guovie ogromnego progresu.

Ocena w skali Dykty 4/5

 

 

Dodaj komentarz